Wspomnienie o Jurku

Jurek Komorowski (1952-2016)

Początek XXI wieku i taki oto obrazek w ośrodku wypoczynkowym „Sudomie”. Szef ośrodka podczas śniadania wysuwa poważną groźbę pod adresem jednego z wczasowiczów:

– Za to, co wczoraj zrobiłeś, to mógłbym Cię zabić i każdy sąd by mnie uniewinnił.

Nie myślcie sobie, że pozostali uczestnicy przepysznego śniadania byli jakoś przerażeni, a wręcz odwrotnie – byli rozbawieni. Kierownik tymczasem kontynuował:

Zawistowałeś asem karo na kontrakt 4, w stole singiel, ja dorzucam 2, a Ty w kiera.

Ale…

Przecież nawet dwuletnie dziecko wie, że to ewidentny lawintal na trefle.

Ale…

– Nie przerywaj, jeszcze nie skończyłem. I dlatego nie ma takiego sądu w Polsce, który nie tylko by mnie uniewinnił, ale Ciebie jeszcze by skazał na grę w remika, a nie w brydża, i to do końca życia.

– Ale – wykrztusił w końcu delikwent – ja miałem w treflach renons.

– To cię w ogóle nie tłumaczy!!!!

 

Taki był Jurek – bezkompromisowy przy brydżu, poza zielonym stolikiem najlepszy kumpel na świecie.

 

Jurka poznałem w 1996 roku. Już po kilku słowach obaj wiedzieliśmy, że nadajemy na tych samych falach, a to co nas niewątpliwie łączyło, to pasja. Oczywiście do brydża. Pasjonatem zielonego stolika był niesamowitym, żył każdym rozdaniem, cieszył się z wygranego zagrania i nie znosił porażek. W piątej minucie po poznaniu się uzgodniliśmy, że prowadzony przez niego ośrodek „Sudomie” jest wręcz idealny do wczasów brydżowych i skrablowych (tym również się wówczas zajmowałem) i tak to się zaczęło. Jurek ośrodek prowadził z pełnym zaangażowaniem …z małym wyjątkiem. W tygodniu wczasów brydżowych czyli zawsze w środku września, prowadzenie ośrodka spadało na barki przeuroczej żony Jurka Wiesi a w tym czasie Jurek… A Jurek grał, grał i grał. Ze skutkiem różnym, ale zawsze z zaangażowaniem. Taki był Jurek.

 

W brydżu miał wielką intuicję i swoje własne pomysły. Onegdaj w turnieju po otwarciu przeciwnika 1 wszedł 2BA – dwukolorówka. Poszukiwania starszego koloru trochę trwały i pierwsza zła wiadomość była taka, że w końcu wylądowaliśmy w 4 z atutami rozłożonymi 3-2. Oczywiście u nas, gdyż 2BA Jurka to była typowa dwukolorówka… na młodszych :). Złe wiadomości na tym się skończyły. Pierwsza dobra wiadomość była taka, że było przed partią. Druga dobra wiadomość była taka, że przeciwnicy nie skontrowali sądząc, że po kontrze  ONI wyprostują swój błąd. Trzecia dobra wiadomość była taka, że przeciwnicy pogubili się w obronie i było tylko bez siedmiu za 350. Czwarta dobra wiadomość była taka, że reszta sali z kartą przeciwników grała 4 zapisując 420, 450 albo nawet 480, że o jednym wygranym szlemiku nie wspomnę. Jurek zapisał więc czyściutkiego maksa. Wynaleziona konwencja została nazwana dwukolorówką Komorowskiego i  już nigdy więcej nie była stosowana. Jurek „wymyślił” ją trochę na poczekaniu, gdyż poprzez wrodzone roztargnienie nie zauważył otwarcia, sądząc, że to on rozpoczyna. Taki był Jurek.

 

Prowadziłem te sudomkowe turnieje z wielką radością i z wielkim – jak zawsze – wsparciem Jurka. Po kilku latach pałeczkę sędziowską przejął Zbyszek Sagan, a po Zbyszku Romek Kmieciak, bo mnie nie wystarczało urlopu na mistrzostwa świata, Europy i wczasy brydżowe. Z czegoś trzeba było zrezygnować, i Jurek się mocno zdziwił, że wybrałem  jakieś beznadziejne zagraniczne wyjazdy, miast odwiedzin przecudownego miejsca na Kaszëbë, jakim było, jest i będzie Sudomie.

Od pewnego czasu Jurek zaczął narzekać na bóle gardła, a wizyta u lekarza i późniejsze badania niestety były wyrokiem. Rak wykończył Jurka ostatecznie w 2016 roku. W Sudomiu zrobiło się smutno i pusto.

Pałeczkę po Jurku przejął Jego syn Konrad, a po rezygnacji Romka z sędziowania z radością wracam w to cudowne miejsce, acz kogoś będzie tutaj w Sudomiu już zawsze brakować.

Ciebie Jurku.

Dodaj komentarz